• Carmen Tarcha Gallery

Obrazy Włodzimierza Szpingera w oczach Anny Rudnickiej

Uwielbiam takie malarstwo – pełne fascynujących zagadek i niesamowitych opowieści, postaci fantastycznych i baśniowych motywów, podróży w czasie i w najodleglejsze krainy. Kiedy każdy kolejny obraz jest erudycyjnym popisem podpartym doskonałym warsztatem.


Malarstwo Włodzimierza Szpingera dokładnie takie jest, z jednej strony wycyzelowane pod względem formalnym, o czym zaświadczają bogata szata kolorystyczna poszczególnych dzieł, kompozycje misternej konstrukcji i techniki jak u dawnych mistrzów. Zespół tych cech sprawia, że zachwytów nad stroną formalną dzieł artysty nie ma końca. O tym trzeba wspomnieć!

Ale jednocześnie należy pamiętać, że takie malarstwo jest symboliczną bramą, za którą kryje się wielkie bogactwo treści oraz różnorakich znaczeń. Zdecydować się na jej przekroczenie to jak wypłynąć na szerokie wody w poszukiwaniu ukrytych skarbów i nieznanych dotąd lądów. Przypomina to trochę podróż w odległe i baśniowe krainy, podczas której napotyka się wiele fantastycznych czy mitologicznych postaci oraz stworzeń. A przy tym znamienne jest odkrywanie coraz to głębszych warstw i związków znaczeniowych. Na domiar są to wędrówki w czasie, czy to do odległego antyku, średniowiecza aż po epokę nowożytną i ówczesne odkrycia geograficzne. Aż chciałoby się rzec: magia w najczystszej postaci! I nie jest żadną tajemnicą, że podstawą swoich artystycznych działań twórca uczynił groteskę, która niczym kompas wytycza kierunek i nadaje rys oraz charakter jego sztuce.

Ustawiczne poszukiwanie doskonałych rozwiązań w sferze formalnej połączone z wyszukaną, alegoryczno-symboliczną treścią czynią jego twórczość nad wyraz wysmakowaną i wyjątkową.



Skarby podwodnego świata


Spoglądając na obrazy z cyklu opowieści o skarbach podwodnego świata odnosi się wrażenie jakby artysta wiódł nas w miejsca, dokąd wzrok ludzki dotąd nie sięgał. Multibarwne, zachwycają nie tylko szeroką gamą kolorystyczną, lecz także wielkim bogactwem i różnorodnością nagromadzonych w nich form, odznaczających się wielką precyzją i jakością wykonania.

Oglądane z pewnej odległości jawią nam się jako zwarte kompozycyjnie całości z wiodącym tematem przewodnim. Ale dopiero po zmniejszeniu dystansu, możliwe staje się prześledzenie wszystkich szczegółów, a przede wszystkim perypetii bohaterów głębinowego świata oraz ich tajemnic. I właściwie w obrazach z tego cyklu kryje się najwięcej antropomorficznych postaci i motywów traktowanych jako całkowicie autorskie rozwiązania artysty. Przemyślnie rozmieszczone w obszarach kompozycyjnych ukazują przed nami świat niezwykły, tak bliski do dziecięcych wyobrażeń. Określane mianem HOMOFORM, zdradzają wielki wpływ antropologii na twórczość malarza oraz jego zainteresowania badawcze w tej dziedzinie.

I zarówno w tych realizacjach cyklu jak i wielu innych Włodzimierza Szpingera, dają o sobie znać pewne zbieżności z twórczością Hieronima Boscha, który analogicznie przywiązywał dużą wagę do postaci oraz stworzeń rozmieszczonych na dalszych planach. Tak więc pomniejsze elementy tła oraz inne szczegóły były traktowane przez niego z równie wielką dbałością, co bohaterowie pierwszego planu. Z tą może różnicą, że u niderlandzkiego malarza clou stanowiły warstwy symboliczne jego obrazów. Natomiast u polskiego artysty kluczowe okazują się walory plastyczne jego dzieł oraz ich warstwy treściowe przybliżające historie mitologicznych bohaterów lub odwołujące się do legendarnych opowieści np. o zatopionej Atlantydzie.



Z cyklu: Skarby podwodnego świata „Tryptyk Dom Okeanosa”



Jedna z najbardziej okazałych realizacji Włodzimierza Szpingera. Bo oto na trzech pokaźnej wielkości płótnach (165x110 cm) rozciąga się niecodzienny, wprost bajeczny widok – podmorskie głębiny „dekorowane” wspaniałymi rafami koralowymi, muszlami oraz roślinnością o wybujałych i niespotykanych dotąd formach. I w tej oto scenerii pulsuje barwne życie jej obywateli: meduz, różnych gatunków ryb, ośmiornic a nawet ślimaków oraz wielu innych fantastycznych stworzeń czy postaci. Każda istota gdzieś zmierza, dokądś pędzi. Stąd przypomina to trochę chaotyczne funkcjonowanie w miejskiej przestrzeni. W każdym razie królestwo tętni życiem! Jest w nim ruch i dynamika. A nawet pojawiają się w nim ślady zadziwiającej, jakby antykizującej architektury.

Tak urządził się w swojej siedzibie sędziwy Okeanos, najstarszy z tytanów, bóg potężnej rzeki co opływała Ziemię dookoła. Potężny bo zanim Posejdon przejął całkowitą władzę nad królestwem morza, to on był panem wodnego żywiołu. Pałac jego jakby z kości słoniowej, umiejscowiony w środkowej części tryptyku jest niczym figura serpentinata, skręcony. Daleko mu do monumentalności, gdyż jego konstrukcja jest bardziej lekka i ażurowa, idealnie poddająca się wpływom i działaniu toni wodnej. Tak czy inaczej, piękny to widok tak jak urokliwe jest całe królestwo Okeanosa oraz jego podwładnych.


Z cyklu: Skarby podwodnego świata „Tryton i ławica”



W swojej „podwodnej mitologii” mistrz Szpinger poświęcił także wiele uwagi bóstwom z orszaku władców głębinowego świata. Jeden z obrazów zadedykował trytonowi o rybim ogonie, który wydaje się prawie niewidoczny w otchłani zmąconej wody. A może skrył się tam celowo tylko po to, aby wystraszyć nimfy i spłoszyć złote rybki, ulubienice jego pięknej matki Nereidy Amfitryty? W końcu to z mitologicznych podań wiadomo, że straszenie rybek leżało w naturze trytonów. Wszak o tych bóstwach Jan Parandowski pisał, że były to „niesforne łobuzy, które straszyły nimfy graniem na wydrążonych muszlach lub tarzały się w białej pianie wzburzonych bałwanów”. Cóż, można się zastanawiać!


Z cyklu: Skarby podwodnego świata „Atlantyda”



Legendarna kraina, której sława przetrwała w pamięci potomnych na przestrzeni kolejnych stuleci. Począwszy od czasów Platona niezmiennie pobudzała wyobraźnię myślicieli, artystów, naukowców i odkrywców najróżniejszej maści. Gwiazda Atlantydy raczej nigdy nie zagaśnie, choć jej wielka potęga nie zdołała oprzeć się niszczycielskim wpływom nieugiętych i potężnych żywiołów.

Mistrz Szpinger przedstawia ją jako strukturę wchłoniętą i zaanektowaną przez podwodną otchłań, w stanie daleko posuniętego rozpadu. Jedynie w oddali z lewej strony wyłaniają się pozostałości okazałej niegdyś, monumentalnej architektury. Być może tak właśnie została przedstawiona świątynia Posejdona, która wedle greckiego filozofa niemal w całości była pokryta drogocennymi kruszcami, a w szczególności srebrem oraz złotem.


„Mundus insanus”



W przypadku tych dwóch realizacji opatrzonych wspólnym tytułem „Mundus insanus”, które osobiście określam także mianem dyptyku z uwagi na dwuczęściowy charakter o powiązanej treści, sytuacja choć zbliżona wygląda nieco inaczej. W przeciwieństwie do obrazów z cyklu o skarbach podwodnego świata, gdzie kluczowe są warstwy treściowe, w „Mundus insanus” uwidacznia się zdecydowanie większy ładunek symboliczny odnoszący się do sfer życia człowieka, a zwłaszcza pewnych społecznych zachowań kobiet i roli jaką w tych strukturach przyszło im odgrywać. „Mundus insanus” jest alegorycznym przedstawieniem, co podkreśla także wielkie mistrzostwo malarza bawiącego się różnymi możliwościami jakie gwarantuje sztuka przedstawieniowa. W każdym razie nie ulega wątpliwości, że pod płaszczykiem alegorii kryje się wyobrażenie kobiet jako istot merkantylnie podchodzących do rzeczywistości, uwielbiających modnie się stroić i spędzać czas na towarzyskich zabawach. Wszystkie ukazane jako rajskie ptaki, wznoszą toasty, plotkują i dumnie parodiują w barwnym korowodzie. I bez względu na to, czy ktoś się z tym zgodzi, czy też nie, zawarta jest w tym afirmacja życiowych radości występujących nawet w tak prozaicznych formach lub czynnościach.

Od strony plastycznej obrazy te zachwycają menażerią barw czystych, mocno nasyconych, zestawionych w dużych i śmiałych kontrastach. Wnikliwie przemyślane i po mistrzowsku rozwiązane układy kompozycyjne oraz misternie skonstruowane formy, gdzie każde nawet najmniejsze pióro zostało potraktowane w sposób indywidualny i wyjątkowy, także zasługują na najwyższe uznanie. Warto też zwrócić uwagę na odkryte partie ciała, a w szczególności nogi, ze względu na charakter zastosowanej techniki – en grisaille, wypracowanej w dobie średniowiecza a imitującej koloryt kamiennych rzeźb i reliefów. Co resztą uwidacznia kolejny aspekt w twórczości malarza – zabawę różnymi możliwościami technicznymi.


„Oświadczyny”, „Na spacerze”



W twórczości Włodzimierza Szpingera często pobrzmiewają echa sztuki holenderskiej, de facto ukonstytuowane licznymi podróżami artysty. Zresztą On sam zapytany o to, których mistrzów darzy największą estymą wskazuje na takich twórców jak m.in. Adriaen van Ostade. Ten utalentowany uczeń Fransa Halsa, był autorem licznych scen rodzajowych w tawernach, będących w pewnym sensie dokumentem życia społecznego. Dlatego polski twórca nie stroni od scenek tego typu, z wydźwiękiem moralizatorsko-społecznym gdzie na domiar „mądre ostrze groteski” daje swój szczególny wyraz. I choć kompozycje te są przemyślaną konstatacją na wątki związane z obyczajowością, to mimo wszystko panuje w nich zdecydowanie baśniowy i odrealniony klimat. Obrazy „Na spacerze” i „Oświadczyny” są najdoskonalszym tego dowodem. A do tego zaświadczają, że charakter tych scen wymyka się jednoznacznym identyfikacjom, trudno je zaklasyfikować. I nie sposób pominąć tutaj kwestii niezwykłych kreacji kobiet. Wszystkie ukazane w zjawiskowych krynolinach przypominają bardziej wróżki z disnejowskich produkcji, aniżeli konkretnie istniejące osoby. I żeby było ciekawiej, każda suknia jest tą jedyną w swoim rodzaju wyrafinowaną konstrukcją: multibarwną i wielowarstwową, opatrzoną rozmaitymi ornamentami, haftami, żłobkowaniami, a nawet motywami dekoracyjnymi w postaci ślimaków! Cóż, trzeba przyznać, że niezwykły to widok! I chyba niejeden projektant mody damskiej mógłby z tego bogactwa inspiracji skorzystać.


„Post i karnawał”



W tym szerokim repertuarze różnorodnych wpływów odnajdziemy także bezpośrednie odwołania do Bruegla Starszego, który przedstawiając sceny z życia codziennego potrafił poruszyć, wstrząsnąć i nadać wyjątkowo głęboki wymiar swoim pracom. Jego postacie są pospolite, często zniekształcone ludzkim niedomaganiem, nędzą lub starością. „Post i karnawał” Włodzimierza Szpingera nawiązuje do obrazu Bruegla o niemal identycznym tytule „Walka postu z karnawałem”. Nawiązuje mimo, że w kompozycji polskiego artysty nie ma charakterystycznego układu postaci, czy też raczej ich rozproszenia jak u niderlandzkiego malarza. Za to mamy uporządkowaną według osi pionowej kompozycję, uwzględniającą wyraźny podział na lewą i prawą część obrazu. Centrum wyznacza stół biesiadników, reprezentantów różnych warstw i grup społecznych. Po lewej stronie ulokowani zostali hołdujący swym zachciankom przedstawiciele karnawału, opasłe łasuchy, opływający w dostatki i luksusy nierządnicy i inni, dla których przyjemności tego świata stały się dominujące w ich w życiu. Po przeciwnej stronie dojrzymy rażący kontrast – reprezentantów postu, z emblematami wiary, wynędzniałych i chudych, poddających się w pełni surowości ascezy. Co za przepaść ich dzieli! Przepaść na wielu poziomach, i ta światopoglądowa, i ta dotycząca stylu ich życia, wyznawanych zasad etc. etc. Stąd podobnie jak u Bruegla jest to pewnego rodzaju panorama obejmująca nie tylko sferę obyczajową, lecz także obszary życia politycznego i religijnego człowieka. I choć żaden z artystów nie przedstawił jednej z czterech cnót głównych – Umiarkowania, to trudno nie oprzeć się wrażeniu, że obaj właśnie ten przekaz mieli w zamyśle. Być może jako konkluzję, a zarazem remedium na wszelkie skrajności. Właśnie UMIARKOWANIE, które wiąże się panowaniem nad swoim życiem oraz instynktami wedle zasady złotego środka: WSZYSTKO JEST DLA LUDZI, LECZ Z UMIAREM.


„Cyrk”



Ze względu na rozmieszczenie postaci i charakter sceny przybliżającej popularną formę rozrywki dla dzieci i dorosłych, obraz nasuwa silne skojarzenia z realizacją Bruegla zatytułowaną „Zabawy dziecięce”. Cóż, próżno w kanonie dzieł sztuki szukać drugiego takiego obrazu, który przedstawiałby aż tyle różnorodnych gier i zabaw dziecięcych. Ale zwyczajem tego artysty było także moralizować dorosłych, a w tym konkretnym przypadku kryje się napomnienie aby nie marnotrawić życia na nic nie znaczące czynności i zachowania przypominające dziecięcą zabawę.

Analogicznie podchodzi do tematu Włodzimierz Szpinger, przez co jego dzieło również nie pozbawione jest głębszych pokładów znaczeniowych. Z jednej strony artysta przedstawia cyrk zgodnie z niegdyś panującymi obyczajami, warunkami i zasadami. Kiedy to akrobaci wykonywali swoje pokazy bez zabezpieczeń, a tresura dzikich zwierząt była czymś całkiem naturalnym i oczywistym. W czasie gdy cyrki skupiały jednostki ludzkie o nieprzeciętnej fizjonomii i budowie anatomicznej. Dlatego na obrazie zobaczymy bliźniaczki syjamskie, karłów, kuglarzy, żonglerów, klaunów, akrobatów, zwierzęta i całe zastępy budzących zdziwienie postaci. Ale za tą pierwotną „fasadą” kryje się wielorakość i mnogość interpretacyjna. W zasadzie moglibyśmy pokusić się tu o stwierdzenie: Ale cyrk! I także byłoby ono słuszne. Na tym polega „mądrość groteski” Włodzimierza Szpingera, który potrafi przenieść odbiorców ze sfery przedstawieniowej, wizualnej w bardziej uniwersalne obszary rzeczywistości. Natchnąć i skłonić do refleksji.

„Mnich i pajac”, „Bachus i nimfy” – wpływ sztuki włoskiej



To dzieła, w których dają się zauważyć wpływy sztuki włoskiej na twórczość naszego rodzimego artysty. Obrazy takie jak „Mnich i pajac” czy „Bachus i nimfy” zdradzają śródziemnomorskie reminiscencje, choć należy dodać, że zasadniczo ograniczają się one do tematyki np. mitologicznej, słonecznego pejzażu oraz pewnej nastrojowości odsłaniającej radość życia i pogodę ducha.


Autoportret



I na zakończenie „Autoportret” malarza. Całkiem słusznie nasuwający pewne skojarzenia z „Autoportretem w futrze” Albrechta Dürera. Do podobieństw zaliczyć można zwłaszcza frontalne ujęcie postaci i pełen skupienia, poważny wyraz twarzy, szatę bogato zdobioną oraz włosy stylizowane na loki. Z uwagi na ten repertuar cech często wskazuje się na związki łączące autoportret niemieckiego artysty z wyobrażeniami Salvatora Mundi (Zbawiciela Świata). U Włodzimierza Szpingera brak charakterystycznego gestu dłoni, za to jego figura zręcznie wkomponowana w ramę architektoniczną, opatrzona została w górnej partii kartuszem herbowym oraz wyobrażeniem jakiejś bliżej nieokreślonej planety. No i możemy być całkowicie pewni, że mamy tu do czynienia z wizerunkiem artysty spełnionego, świadomego własnej wartości, a przy tym podkreślającego swoje bliskie związki z Gdańskiem, o czym świadczy nokturnowe tło w oddali z morzem.




Włodzimierz Szpinger – w 1972 roku ukończył Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Podczas licznych podróży artystycznych studiował klasyczne malarstwo holenderskie oraz włoskie. Zdobyte wówczas doświadczenia, pozwoliły mu na biegłe wykorzystywanie technik stosowanych niegdyś przez wielkich mistrzów. W swoim dorobku ma wiele wystaw indywidualnych i zbiorowych. Sztuka Włodzimierza Szpingera mieści się w zakresie malarstwa sztalugowego, rysunku, grafiki, jak również akwareli i technik mieszanych.



Anna Rudnicka | Historyk sztuki

37 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie