Tekst Anny Rudnickiej, Historyk Sztuki

Toskania. Już na samą myśl o niej, gdy tylko zamkniemy oczy wyobraźnia prowadzić nas będzie w zielone krainy z cytrusowymi i oliwnymi drzewkami mieniące się w południowym słońcu, urozmaicone licznymi wzniesieniami poprzecinanymi dolinami rzek. Gdzie tamtejszy krajobraz wypełniają pokoleniowe plantacje winorośli, szlachetna architektura miast i pomniejszych miejscowości, bajeczne ogrody i niezapomniane widoki panoramiczne.

_MG_6070.png

Józef Panfil, Motyw z Pizy | olej, płótno | 33 x 61 cm

Ale Toskania dała światu o wiele więcej niż tylko najdoskonalsze piękno utrwalone w przyrodzie. Jej ziemia zrodziła wielu synów sztuki o których dziś mówimy, że byli największymi w swojej epoce i bezsprzecznie do czasów współczesnych utrzymali swój status. Ta sama ziemia wydała na świat też kilku papieży i wybitnych mecenasów bez których rozkwit na polu kultury i sztuki nie byłby możliwy, a przynajmniej nie aż tak spektakularny. Znamienity ród Medyceuszów, którzy swym protektoratem i wpływami otaczali największe talenty po to, aby mogły w chwale wzrastać i przypominać kolejno następującym pokoleniom o blasku własnego geniuszu twórczego. Wreszcie to Toskania stała się kolebką Odrodzenia, wielkiej siły i myśli humanistycznej, która zastąpiła trwającą stuleciami teocentryczną wizję świata znamionującą wieki średnie. To niesamowite, że na tym skrawku ziemi Półwyspu Apenińskiego nastąpiły tak rewolucyjne zmiany, które silnie i trwale usankcjonowały się w dziejach sztuki. Dając wzory i dzieła najznakomitsze, wytyczając nowe kierunki rozwoju, tak jak natura ustawicznie podsuwa modelowe przykłady do naśladowania. Giotto, Masaccio, Fra Angelico, Filippo Brunelleschi, Alberti, Donatello, Sandro Botticelli, Leonardo da Vinci, Michał Anioł to tylko nieliczne nazwiska, które należy kojarzyć z tym regionem. Dlatego nikogo nawet nie dziwi, że Toskania była i jest nadal jednym z ulubionych miejsc na szlakach artystycznych podróży wielu twórców. Przechadzać się tam, gdzie stąpały stopy wielkich mistrzów. W miejsca, gdzie stanęły wspaniałe budowle okupione szaleńczymi zmaganiami budowniczych i architektów. Przepełnione ogromem równie nadzwyczajnych dzieł sztuki plastycznej. Chłonąć dostępnymi zmysłami walory biosfery z otaczającym ją pejzażem kulturowym regionu. Poczuć ducha minionych stuleci. Wszystko to jawi się w blasku i pełni okazałości dla spragnionych doznań i chętnych kultywowania dawnych tradycji.

Podtrzymywanie i kontynuowanie tej linii rozwojowej możliwe jest dzięki silnym recepcjom wartości zapoczątkowanych kilka stuleci temu. Polscy artyści nie raz dawali dowód swojego przywiązania do odrodzeniowych koncepcji i walorów estetyczno-plastycznych wyrażając je w najróżniejszych formach w swojej sztuce. I tych związków nie da się wykluczyć, ani im zaprzeczyć.

Zrzut ekranu 2022-01-7 o 14.10.57.jpg

Jakub Łęcki, Lot do Toskanii | brąz | 40 x 68 x 45 cm

Prezentowana wystawa jest nie tylko przykładem ich ogromnych możliwości wykształconych w drodze własnych prób eksperymentalnych i poszukiwań twórczych. Lecz także naocznym świadectwem tego, że w procesie chronologicznych i dziejowych zmienności możliwe jest pielęgnowanie wartości uniwersalnych lokujących się ponad czasowością i strefowością. A sięganie do pejzażu toskańskiego jedynie pozwala im te wartości i splendor Południa silniej ukonstytuować.

Zrzut ekranu 2022-01-7 o 14.27.17.png

Włodzimierz Szpinger, Powrót do początku, tryptyk | olej, deska | 70 x 123 cm | 2021

Andrzej Borowski

Giorgio Vasari, niestrudzony biograf i badacz żywotów artystów swego czasu kilka stuleci temu w życiorysie Masaccia odnotował: „[…] odkrył, że malarstwo jest po prostu oddawaniem wzorów z natury, w takim rysunku i barwach, jakie zostały przez nią stworzone. Spostrzegł także, że ten, kto podąża za naturą, może być nazwany znakomitym […]”. Andrzej Borowski z całą pewnością należy do tego grona artystów, którzy oddając się swym znakomitym zamiłowaniom nauczył się przekładać formy otaczającego świata na płótno. I nie ma w tym żadnej hucpy, lecz przejmująca chęć oddawania rzeczy i miejsc takimi jakimi są w rzeczywistości. Przy użyciu dostępnych środków i bez zatracania ich głęboko skrywanego ducha, pozostającego co prawda poza wzrokiem, lecz dostępnego w sferze mentalnego i pozazmysłowego postrzegania. Rozległe widoki doliny Val d’Orcia i portowego Livorno są pełnym malarskiego popisu zachwytem nad pięknem tych malowniczych zakątków. Odzwierciedla się w nich z dużą siłą niemal fotograficzna prawda, którą artysta próbuje zawrzeć niczym w kadrach aparatu. Podobnie jak to uczynił przedstawiając włoskie ogrody, irysy odtajniające harmonijną doskonałość pod osłoną nocy, czy pnącą się wisterię za pomocą niespokojnej secesyjnej kreski. Echa te jak jaskrawe przebłyski występują z mniejszym lub większym nasileniem w jego dziełach, lecz mimo to cechuje je świeżość, subtelność i lekkość wyznaczona indywidualnym talentem w obrazowaniu tematów podsuwanych przez naturę.

_Borowski A. _ Ogród w Bacio IV _ 33 x 38 cm _ akryl, technika własna _ 2013.png
#nobackground Łęcki - Prostowanie krzywej wieży w Pizie _ 21,5 x 9,5 x 22,5 cm _ brąz _ 20

Jakub Łęcki

Vasari podejmując się opisania historii rzeźbiarza i architekta Andrea Pisano zawarł szczególną konkluzję na temat związku i pokrewieństwa sztuk: „Nigdy nie rozkwitała sztuka malarstwa bez równoczesnej działalności rzeźbiarzy. Świadczą o tym, jeżeli ktoś dobrze przyjrzy się sprawom sztuki, dzieła wielu epok. Bo prawdę mówiąc, te sztuki są siostrami urodzonymi w tym samym czasie i rządzone są tym samym duchem”. A skoro tak ten wielki historiograf uważał, to rzecz jasna nie mogło zabraknąć na wystawie między licznymi dziełami malarskimi także przedstawicielki ich siostrzanej dziedziny plastycznej. Rzeźby, którą reprezentuje Jakub Łęcki. I na opatrzność losu Pisana oraz Łęckiego złączyło coś jeszcze. Włoski artysta urodził się w Pizie, a jak wiadomo najznamienitszym tamtejszym zabytkiem jest słynna wieża. Krzywa jak należy się domyślać i to właśnie jej nasz rodzimy twórca poświęcił chwilę uwagi poprzez realizację swojego niedużego, lecz na wskroś zabawnego i kunsztownego dzieła. I choć „Prostowanie krzywej wieży w Pizie” jest zaledwie subtelną aluzją do zabytku architektury, a w zasadzie jego nietypowej linii i konstrukcji podlegającej ściślejszym prawom grawitacji to związek tematyczny jest niezaprzeczalny. Tworzą go skupiska ludzkich ciał pnących się ku górze jeden po drugim. Ta przemożna chęć bycia na samym szczycie jest jakimś rodzajem napomnienia, że takie układy międzyludzkie bywają niestabilne i mogą skończyć się szybkim upadkiem. To znamionuje dzieła tego artysty, który poprzez ciętą ironię i groteskę potrafi obnażyć w humorystyczny sposób spektrum prawd moralizatorskich.

Andrzej Fogtt

Dziś nie ulega wątpliwości, że nasza wiedza o sztuce włoskiej nie byłaby tak pełna, gdyby nie wnikliwe i pogłębione studia szwajcarskiego historyka sztuki i teoretyka Jakuba Burckhardta. Jego opus magnum „Kultura Odrodzenia we Włoszech” to mistrzowskie kompendium wiedzy na tematy społeczne i artystyczne epoki. Uczniem Burckhardta był nie mniej zasłużony niejaki Heinrich Wölfflin. Ten zaś zasłużył się kładąc swoją cegiełkę pod fundamenty metodologii badań nad dziełami sztuki. W swoich koncepcjach Wölfflin wysunął propozycję analizy formalnej opartej na parach kategorii. Jedną z nich tworzą pojęcia linearyzmu i malarskości. Jest to o tyle istotne w rozpatrywaniu twórczości Andrzeja Fogtta, że prezentowane na tej wystawie jego realizacje stanowią idealne odzwierciedlenie wartości linearnych w sztuce o których tak rozprawiał w swoim dziele „Podstawowe pojęcia historii sztuki” ten jeden z ojców metodologii. Dlaczego? Otóż, jeśli przyjrzymy się bliżej prezentowanym realizacjom naszym oczom ukażą się rozległe pejzaże lub bardziej hermetyczne widoki krajobrazowe, fragmenty przyrody ożywionej i nieożywionej ze śladami ludzkiej działalności jak np. obiekty architektoniczne. Te widoki Toskanii konstruowane są za pomocą różnorakich linii: ciągłych, płynnych, falistych, prostych, harmonijnych i porywistych. I to one wyodrębniają na płaszczyźnie kształty, zaznaczają granice obiektów i elementów wypełnionych plamą barwną lub zmaterializowane kolorem objawiają układy form wszelakich. Tak więc wydobycie plastyki, ekspresji i zaakcentowanie wartości dekoracyjnych nastąpiło tu w drodze mistrzowskiego operowania linią i konturem. A w kontekście do tych aspektów możemy je uznać za doskonałe przykłady z modelowego wzornika traktującego o różnych sposobach odtwarzania rzeczywistości.

Fogtt - 10 - 50 x 70 cm.png
Zrzut ekranu 2022-01-7 o 15.56.47.jpg

Stanisław Stawiarski

W analizowaniu twórczości Stawiarskiego nie mogą umknąć dwie zasadnicze kwestie. Pierwsza, że poprzez swoją mentorkę Hannę Rudzką-Cybisową stał się on spadkobiercą wartości zainicjowanych sto lat temu przez polskich kolorystów. A po drugie, że należy zaliczyć go do grona najznakomitszych i niestrudzonych piewców kultury śródziemnomorskiej. Na tych dwóch filarach wznosi się fundament jego sztuki spajający różne wpływy, lecz autorsko przetworzone uzyskały one już pełną autonomiczność. Południe Europy stało się dla Stawiarskiego szkołą olśniewających barw, migotliwych tonów i jednorodnego światła, które tak sobie wielce umiłował. Morfologia jego obrazów zakłada budowanie kompozycji na podstawie relacji chromatycznych, którym towarzyszy synteza formy i ujmowanie jej w dość wyrazisty kontur. Posługując się tym malarskim orężem środków tworzy pejzaże, portrety, martwe natury, akty. Kilka prac zaprezentowanych na wystawie stanowi namiastkę jego możliwości oraz tych tendencji, którym hołduje najwierniej od początków swojej drogi artystycznej. W sielskich widokach Toskanii i Francji zasadza się panteistyczna wiara malarza w obecność boskich pierwiastków istniejących we wszechświecie. W każdym powonieniu, w każdym listku, drzewie jakimś i widoku dostrzega Duszę i sprawczość Boga. Swoimi idyllicznymi krajobrazami stara się te eteryczne cząstki piękna oraz dobra wydobyć, tak jak gdy malując swe martwe natury chce dotrzeć do transcendentalnej istoty rzeczy.

Włodzimierz Szpinger

Trudno ustalić, czy kiedy Masaccio malował swój fresk w kaplicy Brancaccich we florenckim kościele Santa Maria del Carmine ok. 1425 roku ukazujący „Wygnanie z Raju”, był w pełni świadomy tego, że oto właśnie rewolucjonizuje sztukę na niespotykaną dotąd skalę. Jeszcze nikt przed nim nie okazał tak ludzkich uczuć: dramatu, żalu, rozpaczy i najgłębszego ubolewania nad popełnionym uczynkiem. Uczynkiem, który zaciążył nad całą historią ludzkości. Ten wątek jak i inne epizody objawiające się w dziejach zbawienia stały się jednym z ulubionych tematów malarzy różnych epok. „Historia salutis” rozpoczynająca się od grzechu pierworodnego zainspirowała także Włodzimierza Szpingera, któremu z uwagi na charakter wyobrażenia jednak bliżej nie tyle do Masaccia co do Masolina. Ten drugi włoski twórca wymalował „Kuszenie Adama przez Ewę” mniej więcej w tym samym czasie, lecz na drugim filarze przy wejściu do kaplicy. W którym dla porównania świetnie stapiają się ideały późnogotyckie ze wczesno renesansowymi. Dokładnie tak jak u polskiego malarza Szpingera. „Kuszenie” obu artystów odznacza wielką precyzją i detaliczną dbałością o szczegóły. Emocji w tym o wiele mniej, choć wyczuwalne jest wielkie napięcie retoryczne towarzyszące scenie przed kulminacyjną chwilą skosztowania zakazanego owocu. Postacie są przy tym pełne dworskiej elegancji, ich nagie ciała cechuje ostrość konturów i egzaltowane pozy. Dziedzictwem średniowiecza jest również przyjęcie znamionującej formy tryptyku dla obrazu oraz potraktowanie sylwetek zbitych w masy ludzkie w zmniejszonej skali. Podczas gdy pokłosiem tendencji odrodzeniowych jest już piękny i rozległy pejzaż z charakterystyczną rzeźbą terenu utrwaloną w ciepłych, złocistych barwach jak u mistrzów sieneńskich. Ten sam pomysł obchodzenia się z ludzkim ciałem pojawił się w realizacji „Koło fortuny”, gdzie kształtowane z przywiązaniem do renesansowej anatomii figury tracą na skali jak chociażby u mistrza niderlandzkiego Bruegla. Fortuna kołem się toczy, a ci co są na jego szczycie lub co pną się ku górze mają o wiele więcej szczęścia, niż ci od których pomyślność odwróciła się. I fascynujące, że ta zmienność jaką los wykazuje wobec ludzkości jest tą samą domeną malarza, który niczym kameleon potrafi przeobrażać się za pomocą swoich realizacji. „Południe w Il Pozzo” to utrzymana w lekkiej konwencji sprawna wizualizacja spokojnej codzienności. Tak dalece odbiegająca od poprzednich dzieł malarza. Lekka i urokliwa budowana za pomocą intensywnych plam koloru ograniczonych co wyraźniejszymi obrysami. Jeszcze inne spektrum własnych umiejętności Włodzimierz Szpinger prezentuje w swoich rysunkach, gdzie uderzająca, ściśle miniatorska detaliczność opiera się o delikatne różnice walorowe i dychotomiczność gry świateł oraz stających w opozycji do nich cieni. W takim zjawiskowym entourage’u jawią się w pełnej krasie i „Komnata toskańska” i wiekowe drzewa z Il Pozzo.

Zrzut ekranu 2022-01-7 o 14.27.17.png
Zrzut ekranu 2022-01-7 o 16.03.02.jpg
Zrzut ekranu 2021-11-30 o 17.10.00.jpg

Jerzy Martynów

Jeśli przywołać kolejną zacną postać z kart dziejów humanizmu Alberti wzniósł by się na czele pośród znaczących teoretyków. Jego poglądy łączyły pojęcia harmonii oraz piękna, które według myśliciela możliwe stają się do osiągnięcia poprzez odtwarzanie natury. Z drugiej strony idąc ścieżką Arystotelesa wskazywał, że może sztuka nie tylko winna odzwierciedlać rzeczywistość podpatrzoną, co prawa nią rządzące. Trudno to jednoznacznie przeformułować, lecz pewne jest, że w ten sposób klasyczne ideały starożytnych przybliżyły się do odrodzeniowej myśli o sztuce bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Jak sam pisał: „Piękno jest harmonią wszystkich części dostosowanych do siebie i będących w zgodzie i proporcji z tym dziełem, w którym się znajdują, tak, że nie można nic dodać ani ująć, ani zmienić, żeby nie zepsuć całości”. Z całą pewnością Jerzy Martynów osiągnął tę zdolność łączenia różnych składowych i części kompozycyjnych, które wywołują zamierzone wrażenie piękna świata widzialnego. Transpozycja zachwycających widoków w płaszczyzny malarskie płótna, wydobywanie ich zjawiskowych form poprzez kolor, światło, wzajemne relacje między poszczególnymi elementami w układach czynią jego dzieła harmonijnymi. Dlatego to natura jest dla niego najwdzięczniejszą muzą, modelką, dyspozytorką wzorów, mocnym i zdecydowanym impulsem zagrzewającym do działania. Materia konkretyzująca się w jego dziełach jest zwierciadlanym odbiciem proporcji, kształtów, kolorytu oraz blasku emanującego w jej najdoskonalszych przejawach. W każdym rozległym widoku pamiętnym z Toskanii i floralnych okazach matki-biosfery kryje się ponadczasowa prawda o tym co wartościowe, odpowiednie, estetyczne i trwałe w niestałości chronologicznych struktur. Tak artyście udaje się utrwalać obiektywne własności rzeczy. Uzyskiwane nie drogą alchemicznych procesów, lecz śmiałych i naładowanych wrażliwością twórczych rozstrzygnięć.

Józef Panfil

Dziś nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że renesans zrodzony w swej toskańskiej kolebce i rozwinięty przez jej synów chwalebnych odkrył na nowo zasadę mimesis i nadał jej prym wiodącej zasady w sztuce. Tak więc źródłem autentycznego i najszczerszego piękna stało się imitowanie rzeczywistości doświadczanej, które w kolejno następujących po sobie epokach przyjmowało różne, naprawdę bardzo różne oblicza. Pojmowane zgodnie z duchem panujących czasów, intepretowane na wszelakie sposoby, adaptowane oraz wyobrażane w duchu kreacjonizmu własnego. Stąd o wniosek ten pokusił się Vasari, że to naturze artyści zawdzięczają najwięcej. I jeśli rozpatrzeć to w ujęciu dalszych dziejów sztuki to z całą pewnością za jeden z odłamów szeroko pojętego imitatio należy uznać realizm propagujący sceny z życia codziennego, stroniący od idealizmu i przesadnej dekoracyjności. W tym kierunku skłonił się też Józef Panfil dla którego pejzaż stanowi prawdziwą ostoję w malarskim ujmowaniu rzeczywistości. Poprzez widoki polskiej wsi lubi w nim zawierać specyfikę, czar, urok miejsc, które we współczesnym świecie pełnym chaosu bliższe są projekcjom mitycznej Arkadii, aniżeli wysoce zurbanizowanej cywilizacji. Uwielbienie krain, gdzie genius loci napawa zdecydowanym spokojem, ładem i sielankową beztroską znajduje także swój oddźwięk w jego śródziemnomorskich widokach. Jego wyobrażenia cyprysów nie znajdują sobie równych, no może z wyjątkiem van Gogha, który także składał im hołd w swoich realizacjach. Podczas gdy przywiązanie do kameralnych kompozycji każe go łączyć z polskim przedstawicielem szkoły pejzażowej Janem Stanisławskim. Wszystko to skłania do myślenia jakoby Panfil na trwałe chciał zamknąć w swoich płótnach relatywne wartości płynące ze studni życia. Życia postrzeganego na sposób typowo ludzki, lecz także trwającego niezmiennie od stuleci w aspektach wymiarów przyrodniczych.

Panfil Józef _ Motyw z San Galgano _ 2021 _ olej,płótno _ 80 x 80 cm.png
Marczukiewicz Adam _ Wspomnienie z Certaldo - ulica Boccaccio _ 50 x 70 cm _ olej, płótno

Adam Marczukiewicz

Poszukiwanie nieśmiertelnych walorów uniwersum zawsze było nadrzędnym celem sztuki. Jedynie zmieniały się środki i okoliczności za pomocą których artyści osiągali swoje założenia. To dlatego kilka stuleci temu wielki Leonardo da Vinci rozprawiał, że: „Malarz ma Wszechświat w swoim umyśle i rękach”. Czy dziś możemy się z tym nie zgodzić? Skoro wiemy, że artyści potrafią budować równoległe rzeczywistości, ściśle zależne od tej przeżywanej na jawie lub zupełnie odbiegające od niej. To oczywiście retoryka, która jedynie skłania do uzasadnionego wniosku, że każdy demiurg sztuk plastycznych powołuje do istnienia takie wymiary absolutu, które są zgodne z jego wewnętrznym światem idei, odczuć i adekwatne do reprezentowanych umiejętności. Adam Marczukiewicz na tym tle uzyskał pewną wszechstronność. Opanowany w stopniu wysokim warsztat ułatwia mu płynne przejścia i lawirowanie między sztuką abstrakcyjną a przedstawieniową. Swobodne poruszanie się w różnych technikach i kreowanie odmiennych wymiarów postrzeganej rzeczywistości w gatunkach takich jak pejzaż, figuracja, czy martwa natura. Stopień unaocznionego w nich realizmu jest zmienny, podlegający przeobrażeniom, lecz formy świata widzialnego podpatrzone i przetransportowane na płótna są stałą od stuleci. Jak światło mieni olśniewające kolory jego opuncji i kształty pojawiają się w polu wzrokowego postrzegania, tak sztuka oddająca przykłady naturalnego świata staje się cząstką wiecznej kultury wizualnej.

Sprawdź nasz katalog wystawowy

SKONTAKTUJEMY SIĘ Z TOBĄ

W przypadku zainteresowania dziełami zapraszamy do kontaktu!

Zapytaj o obraz!
arrow&v

Dziękujemy za wiadomość

  • Facebook
  • Instagram
  • LinkedIn