Katalog wystawy
Jampolski i Przyjaciele

Planowaliśmy wystawę Leszka od dawna — jeszcze za jego życia. Dziś Leszek jest obecny, ale poprzez swoje obrazy. Nie występuje tu sam.
Ideą wystawy jest pokazanie nie tylko malarstwa Leszka Jampolskiego, lecz także grupy artystów, którzy lubili się i inspirowali nawzajem: Bronisław Krzysztof, Andrzej Fogtt, Magdalena Deput, Jan Wołek, Anna Ziaja, Leszek Żegalski. Zresztą Leszek chętnie wspierał innych artystów, promował
ich i polecał. Stąd tytuł wystawy: „Jampolski i Przyjaciele”.
Oprócz wielogodzinnych rozmów o sztuce, połączyła nas fascynacja kulturą Wschodu. Leszek spędził on część życia w Pekinie i często wracał do tego okresu, opowiadając o swoich podróżach po Azji Wschodniej i o późniejszym wpływie tej kultury na własne malarstwo. Ja z kolei część dzieciństwa spędziłam w Syrii, dlatego bliski jest mi odmienny od europejskiego sposób postrzegania i przedstawiania rzeczywistości
Cieszę się, że po 2003 roku Leszek powrócił do malarstwa i że dziś możemy zaprezentować wybrane jego obrazy inspirowane Azją Wschodnią. Leszek był i jest artystą ciekawym, nieoczywistym — takim, którego warto odkrywać na nowo.
Carmen Tarcha

“Zorganizował wystawę „Arsenał”, gdzie artyści z całej Polski proponowali swoje rozwiązania artystyczne — nie tylko na płótnie, nie tylko w przestrzeni, nie tylko w formie płaskiej, ale także poprzez rzeźby i instalacje. To było znakomite — eksplozja na taką skalę, takie działanie w przestrzeni publicznej. Było to ogromne osiągnięcie Jampolskiego (…) Przyjeżdżali tutaj znakomici przedstawiciele świata sztuki, krytycy i mówili: „Słuchajcie, zrobiliście coś nadzwyczajnego. Nareszcie słychać o Polsce.” Później Leszek prezentował wiele wystaw tego pokolenia w różnych miejscach.
To, jakim był kolegą, to druga kwestia. Był czułym, wspaniałym kolegą — mądrym, z dużym taktem i kulturą osobistą, a przy tym zdystansowanym do pewnych rzeczy. Raczej starał się powiedzieć mniej niż za dużo.
Był osobą niezwykle charakterystyczną, obdarzoną charyzmą. Bo bez tej charyzmy nie zrobiłby tego wszystkiego. “
Andrzej Fogtt

“Czas spędzony z dala od jabłonki — kiedy wspólnie rozmawialiśmy z Leszkiem, Andrzejem i Kają na środku jeziora Dadaj — nie zapowiadał jeszcze fascynacji fenomenem tego drzewa. Był to czas przyjemny, malarski, wypełniony dyskusjami, który jednoczył nas artystycznie.
Wróciliśmy do naszych pracowni, a wiatr nadal układał formę jabłoni. Po pewnym czasie Leszek zadał pytanie: „Czy mógłbym namalować twoje drzewo?”. Namalował. “
Andrzej Borowski
“To był ’88 albo ’87 rok, kiedy poznałem Leszka. Pamiętam, że w gazecie Radar było ogłoszenie, że dwóch chłopaków z Warszawy — Leszek Jampolski i Jarosław Daszkiewicz — ma pomysł na zorganizowanie festiwalu malarskiego. Pojechałem do nich. Mieli wtedy na Krakowskim Przedmieściu galerię Brama, w takim wejściu, niedaleko uniwersytetu.
(…)
Jampolski był od praktyki — on wiecznie coś załatwiał, ciągle był zajęty. Jest taki typ ludzi: zadaniowi, dynamiczni, organizatorzy. I on takim właśnie był. W tamtym czasie bardzo pręż- nie działali z Daszkiewiczem. Wszystko odbywało się z takim hukiem, szumem i z taką dynamiką.
W tamtym momencie to było coś niesamowitego. Wtedy był taki tygiel tworzenia sztuki, czegoś nowego. “
Leszek Żegalski


“Cieszę się, że był. Był wyjątkowy i nadal jest — często z nim rozmawiam. Jaka była nasza znajomość?
SMS, 4:20 rano.
Leszek wysyła mi 30 zdjęć kimon.
Ja: nosiłabym WSZYSTKIE!!!!!
Leszek: a co Ty jeszcze...? czy już pracujesz?
Ja: jeszcze...
Leszek: ja wstałem o 2:15 i maluję kimono. I nijak w kimono pójść nie mogę. “
Magdalena Deput
“Kiedy w 1987 roku zostałam zaproszona do udziału w wielkim projekcie wystawowym — pokazie młodej polskiej sztuki, po latach bojkotu lat 80., „Arsenał ’88” — pod zaproszeniem widniały dwa podpisy. Jednym z nich był podpis Leszka Jampolskiego.
To indywidualne, szczególne zaproszenie zmieniło wiele w historii mojej osobistej i w tym, czym stała się moja obecność w polskiej sztuce. “
Barbara Janicka


“Malował przedstawiająco, bywał urzędnikiem, zatem zdawałoby się — poskładany. A jednak zawsze w przodzie. W szpicy. W awangardzie. Wszystkie jego pomysły, idee miały wymiar szaleństwa, a w każdym razie — jak to się ładnie mówi — „wyprzedzały epokę”. I był konsekwentny jak pitbull. Czy sprawa dotyczyła „Bramy”, „Arsenału”, „Famy” świnoujskiej, włączał tryb przywódczy i — wsparty grupą podobnych sobie szaleńców — dowodził. “
Jan Wołek
